środa, 24 sierpnia 2016

„Wybiórcza”, ekskluzywna prasówka dla Sputnika



Z okładki patrzył się na mnie ogromny Putin, z adnotacją: "Europa drży przed niedźwiedziem" i zapowiedziami reportażu z „serca Rosji" pod tytułem „Na ch... nam demokracja", z elegancko wykropkowanym „chujem", oraz artykułu pod frapującym tytułem „Jak Kreml kupuje francuską miłość". Red. Adam Michnik jednak nie potrafi egzystować bez Putina.

Dlaczego Polacy Gazetę Wyborczą (GW) nazywają „Wybiórczą”, głowią się moskiewscy koledzy ze „Sputnika”. 
I co mam odpowiedzieć? Że gazeta Adama Michnika od zawsze była w opozycji do czegoś lub kogoś, i zgodnie z polityką pisma, dokonuje wyborów? Że opisywaną rzeczywistość naświetlała jednostronnie, nie bacząc, by zachować rzetelność i uczciwość dziennikarską? 
Przecież o tym w Moskwie doskonale wiedzą. Na pewno wie red. Leonid Swiridow, którego ABW pogoniło z Polski za przewinienia „tajne przez poufne”. Spędził w niej 18 lat i Gazetę Wyborczą czytał obowiązkowo.

CUDA Z GAZETĄ

Akurat rozpoczął się dłuższy weekend, który wchłonął święto Wojska Polskiego i wydania świąteczne gazet wyszły, jako „czterodniówki”, od piątku do poniedziałku (12 – 16 sierpnia). Znalezienie GW w weekend kiedyś graniczyło z cudem. „Jutro rocznica cudu nad Wisłą, więc może stanie się cud nad Odrą”, przemknęło mi przez myśl, i znajdę gdzieś świąteczny „organ” Michnika.

I cud stał się. Poczytność Michnikowskiego organu (nakład 276 tys. egz.) spadła tak nisko, że w pobliskim salonie Empiku w niedzielne popołudnie gazeta zalegała półki.

Cud był podwójny. Z okładki patrzył się na mnie ogromny Putin, z adnotacją: ”Europa drży przed niedźwiedziem” i zapowiedziami reportażu z „serca Rosji” pod tytułem „Na ch... nam demokracja”, z elegancko wykropkowanym „chujem”, by nie gorszyć wulgaryzmem, oraz artykułu pod frapującym tytułem „Jak Kreml kupuje francuską miłość”. Z boku na tej samej stronie znalazły się zapowiedzi rozważań o tym, jak „Rosja grozi Ukrainie wojną” i o tym, że „PiS podgrzeje Smoleńsk”, dowodząc, że Tusk był w zmowie z Putinem.

Nieźle z tą wybiorczością w „ Wyborczej”, zatelepało mi pod czaszką. Ale to nie wszystko o Rosji i Putinie. Na 44 kolumny GW, prawie osiem stron plus tytułowa – to wyłącznie Putin i jego Rosja. Zajmują 22 proc. powierzchni edytorskiej. Jedną piątą gazety! Putin trzykrotnie występuje w tytule artykułów i felietonów, zajmujących minimum ćwierć kolumny! 
Red. Michnik, jednak nie potrafi egzystować bez Putina!

PUTIN SZYKUJE SIĘ DO WOJNY

Bartosz T. Wieliński oczywiście straszy wojną Rosji z Ukrainą i resztą Europy. Olimpijski ogień Putina ma dowieść, że rosyjski prezydent lubi międzynarodowe imprezy sportowe i wykorzystuje je do ataków na obce państwa. Red. Wieliński przypomina 2006r. i pisze, że sprowokowani przez Rosjan Gruzini napadli na Osetię Płd., a kilka dni później rosyjskie czołgi były już w Gori. To i tak wielki postęp, wg polskich mediów i polityków Gruzja na nikogo nie napadała. 
Dziennikarz oczywiście nie wspomina, że Saakaszwili, pod namową Busha i Kaczyńskiego, mając w odwodzie 2 tys. amerykańskich marines ściągnął na pogranicze rosyjsko-gruzińskie kilka tysięcy żołnierzy oraz artylerię, a przy ataku na stolicę Osetii, pomagali mu w uzbrojeniu i dowódczo wojskowi z Izraela, Ukrainy i Polski. Woli upajać czytelników opowieścią, o medalach olimpijskich wręczanych w momencie kaukaskiej zawieruchy i o tym, że Zachód obudził się z ręką w nocniku. 
Zastanawia się też, co by było, gdyby Putin ruszył na Ukrainę w czasie olimpiady w Rio. Sugeruje przy tym, że Putin „dokłada do ognia i straszy pożarem” i liczy, że „wywoła konflikt u granic UE” oraz testuje „czy mu ustąpią, jak niegdyś Hitlerowi”. Jasnowidztwo w GW kwitnie! Wszyscy dokładnie wiedzą, co myśli i czuje Putin! Niczym bogowie na Olimpie.

Na dodatek zachodni politycy, jak np.: Boris Johnson, obecny szef brytyjskiej dyplomacji, o zgrozo, uważają, że po latach wrogości, „czas zacząć normalizować stosunki z Rosją”. 
Póki, co, wg red. Wilińskiego, „na Krymie nikt jeszcze nie strzela” a Donald Trump wyborów prezydenckich jeszcze nie wygrał! Bo jak wygra, to Zachód ma przechlapane a Rosja dostanie carte blanche w swojej dawnej strefie wpływów.  
A tego to już GW, ani jej redaktorzy nie zdzierżą.

Dwaj sztandarowi rusofobi, Piotr Andrusieczko i Wacław Radzwinowicz, dowodzą natomiast, że Krym o krok od wojny. Wszystko przez zeznania zatrzymanych dywersantów. Zdaniem dziennikarzy, „budzą one wiele wątpliwości”. Zatrzymany przez FSB, niejaki Panow, na zademonstrowanym filmiku, który obaj omawiają na łamach gazety, miał opuchnięte wargi, co zdaniem ekspertów i ukraińskiego wywiadu jest dowodem, że dostał od rosyjskich agentów zdrowo po pysku i sypał jak nakręcony. Oczywiście dywersja na Krymie była „rzekoma”, tak samo, jak śmierć dwóch Rosjan. Zdaniem GW, przez te „rzekome” dywersje Rosja przyspieszyła wielkie manewry - Kaukaz 2016, „w bezpośrednim sąsiedztwie Ukrainy”.

PRZEMEBLOWANIA PUTINA NA KREMLU

Były korespondent GW w Moskwie, już bez ukraińskiego kolegi (Krótka ławka Putina), analizuje dymisję szefa kremlowskiej kancelarii Siergieja Iwanowa.  Red. Radziwinowicz podkreśla, że Iwanow, to kumpel Putina z KGB, zaś syn Iwanowa 11 lat temu zabił na pasach emerytkę, „która prawdopodobnie przechodziła przy zielonym świetle” i dostał karę tylko za pyskowanie milicjantom. Tatuś wpływowy - syn bez kary. Dziennikarz GW ubolewa, że Iwanow, jako szef kremlowskiej kancelarii stał się „prawdziwym centrum władzy”, a teraz niewdzięczny Putin wywala ze swego otoczenia, jednego za drugim, „piterskich”, którzy pogrążają się w aferach a podległe im resorty pracują marnie. Na dodatek na stanowiska gubernatorów Putin wybrał trzech swoich „byłych ochroniarzy”. Słowem, skończyli mu się generałowie i sięga po ”personel obsługujący”. Biedny ten Putin malowany przez Radzinowicza, z jakimi ludźmi przyszło mu pracować dla dobra Rosji?! Tragedia.

ZAGRANICZNE WSPARCIE I FRANCUSKA MIŁOŚĆ

 „Wyborcza” nie była by „Wybiórczą”, gdyby nie sięgnęła po amerykańskie wsparcie do szkalowania Rosji i Putina. Tym razem wyjątkowo nie żona Sikorskiego - Anne Applebaum, ale jej kolega, wiceszef „ warszawsko-waszyngtońskiego” think-tanku CEPA (Center for European Policy Analysis) – Edward Lucas wspiera „Wybiórczą”. Zabrał się za relacje między Putinem a prezydentem Turcji w felietoniku Erdogan Putina nie pokocha.

 Z kolei w rozmowie z francuską politolożką  Cécile Vaissié (Rosyjska ośmiornica) GW stara się udowodnić, że nie należy uprawiać miłości po francusku z Rosją. Taka polityczna „mineta”, niesie fatalne skutki dla UE. Zdaniem Francuzki, „wielu francuskich intelektualistów, inspirowanych przez Moskwę, regularnie publikuje w prokremlowskich mediach, wybitni uczeni bronią zajęcia przez Rosję Krymu. I tak pomagają Kremlowi rozsadzić Unię Europejską”.
Wywiad ten, to czysta poezja: „Syreni śpiew Kremla mami niektórych francuskich intelektualistów”, a przecież wg ośrodków badawczych z USA, „aż 85% Francuzów nie ufa Putinowi”, sugeruje prowadząca wywiad Jolanta Kurska. Wywiad warto przeczytać, bo takich perełek jest tam sporo. 

Francuska politolożka i autorka „Kremlowskiej sieci we Francji” (wyd. 2006r.) uważa, że „rosyjska propaganda idzie przez media społecznościowe, strony internetowe a przepływ pieniędzy jest astronomiczny. Być może setki milionów dolarów rocznie”. Ciekawe! Mój portfel tego nie odczuwa, a piszę nie tylko w kremlowskich mediach, ale sporo o Putinie i Rosji na portalach społecznościowych i na własnej stronie internetowej. Muszę pogadać z Putinem na ten temat. I to koniecznie w cztery oczy.

LITERACKIE STRASZENIE ROSJĄ

Magazyn Świąteczny, wkładkę do omawianego numeru GW, otwiera rysunek dwóch czarnych kruków na tle Baszty Spasskiej i obszerny fragment książki Ziemowita Szczereka „Międzymorze”, która ukaże się niebawem nakładem wyd. Agora i Czarne. Fragment zatytułowano: „Co ty, frajer, że w demokrację wierzysz?” i dodano motto: ”geopolityka przeżywa swój renesans – można zacząć martwić się o losy świata. W Rosji zieje z każdej strony”.

Rosja z tej literackie wkładki wyłazi wychlapana farbą na odnawianych budynkach, bo „władza udaje, że odnawia, a lud wierzy, że odnowili”, bileterki w autobusie wrzeszczą na pasażerów, do knajpianego wychodka nie wpuszczają, a ludzie mówią knajackim językiem. Nowogorod Wielki, wg rozmówcy autora, to „Chujogorod, wszyscy kradną i nic się nie zmieni w tym jebanym kraju”. W Petersburgu na Szczereka wpada na deskorolce „hipster z wąsami jak kajzer Wilhelm. A w nos wali zapach taniego żarcie”, i tak dalej, w tym stylu.  Czytać tego się raczej nie da…

WYBORCZA JEDNAK – WYBIÓRCZA

Bardzo dawno temu, na równi z tygodnikiem Polityka, lubiłam Gazetę Wyborczą. Obecny poziom gazety sięga poziomu bulwarówek, a jej rusofobia, a właściwie „putinofobia” jest niestrawna. I chociaż w omawianym numerze można znaleźć ciekawe, ambitne teksty, to natrętne eksponowanie pogardy wobec Rosji i jej prezydenta usuwa takie artykuły w cień. GW traktuje Putina jak cara, który rządzi Polską, ponad wiadomym prezesem i jednocześnie serdecznie obu nienawidzi.

Kolegom w Moskwie pozostawiam rozstrzygniecie dylematu, czy Gazeta Wyborcza jest wybiórczą. 
Dziennikarzom Gazety Wyborczej przesyłam, występując w roli kuriera, pozdrowienia od red. Leonida Swiridowa, skierowane szczególnie pod adresem red. Wacława Radzinowicza i red. Adama Michnika, opatrując je wybranym w GW cytatem z felietonu Marcina Króla (Szatański sojusz mas z idiotami): „Jesteśmy barbarzyńcami. Dopuściliśmy do upadku sensu, treści, formy i rozumnej informacji”. Amen.


Felieton opublikowany 
MAI Russia Today/Russia Segodnia – Sputnik Polska 
24 sierpnia 2016 
http://pl.sputniknews.com/opinie/20160824/3752047/Gazeta-Wyborcza-Na-chuj-nam-demokracja-z-elegancko-wykropkowanym-chuejm.html

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Konwoje arktyczne do ZSRR



Konwój
Brytyjska premier Theresa May, w rozmowie z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, potwierdziła uczestnictwo Wielkiej Brytanii w uroczystościach z okazji 75. rocznicy przybycia do Archangielska Pierwszego Konwoju Arktycznego „Dervish”. 

Rosjanie oczekują na przybycie księżniczki Anny, 10 weteranów i wojskowej orkiestry Jej królewskiej Mości. Uroczystości odbędą się w dniach 30-31 sierpnia w Archangielsku.

W obchodach rocznicowych będą także uczestniczyli goście z Islandii.

Jest to rocznica ważna także dla Polski, bowiem w tych arktycznych (zwanych też „murmańskimi”) konwojach brali udział m.in., polscy marynarze na polskich statkach handlowych oraz polska flota marynarki wojennej, która je osłaniała. 

Mogiły bohaterskich polskich marynarzy można znaleźć w Murmańsku.

Jednym z tych marynarzy, którzy pływali do Murmańska i Archangielska z pomocą dla wojsk radzieckich i ludności ZSRR był mój ojciec, kpt. żeglugi wielkiej Bolesław Bąbczyński.


POLSKA FLOTA W SŁUŻBIE JEJ KRÓLEWSKIEJ MOŚCI

Ojciec w czasie II wojny światowej pełnił funkcje oficerskie (II of., I of. i starszego oficera) na statkach Polsko-Brytyjskiego Towarzystwa Okrętowego, „Polbryt” (do 11 lipca 1943 r.), które zostały wyczarterowane przez władze brytyjskie na czas wojny. Pływały pod polską banderą w służbie alianckiej.  W tym czasie, zgodnie z adnotacją w książeczce żeglarskiej, 18  grudnia 1941r. Bolesław Bąbczyński uzyskał dyplom kapitana żeglugi wielkiej.

Potem, w sierpniu 1945r. zaokrętował na statek polskiego armatora (GAL) "Narvik", gdzie  zastał go koniec wojny. 

W przerwach między pływaniem, ojciec był wykładowcą przedmiotów nautycznych na brytyjskich uczelniach, kształcąc nowe kadry dla polskiej marynarki handlowej lub podnosząc poziom wiedzy już pływających oficerów PMH.


S/s "Lida"
Parowiec, s/s "Lida", na którym w pływał mój ojciec jeszcze przed wojną, ostatni polski statek Polbrytu ,który opuścił przed 1 września Gdynię - został w 1940 r. aresztowany przez władze portu Casablanca, współpracujące z francuskimi kolaborantami. Załoga statku podjęła udaną próbę ucieczki i z pełnym kompletem marynarzy na pokładzie zameldowała się w służbie brytyjskiego króla Jerzego VI.  

Statek pływał potem w konwojach atlantyckich i arktycznych, między Szkocją a Islandią, przewoził też ładunki po wodach brytyjskich oraz zachodnioafrykańskich.


Inne statki armatora, poza „Lidą”, na których pływał mój ojciec - to „Lech", „Lublin” i „Lwów”.  

S/s „Lech” spędził wojnę w podobnym charakterze jak „Lida” - na Morzu Śródziemnym, Morzu Północnym i Atlantyku (brał m.in. udział w konwojach, do i z Islandii). Wybuch II wojny światowej zastał ojca na tym właśnie statku. W poczet jego załogi Bolesław Bąbczyński został przyjęty w charakterze II oficera nawigacyjnego, dosłownie na kilka dni przed jej rozpoczęciem – 22 sierpnia 1939r.

S/S "Lublin" , 1942r.
Na tych samych akwenach, na których pływały s/s ”Lida” i s/s „Lech” eksploatowany był - również uczestniczący w wysiłku wojennym – s/s "Lublin".

Ostatni ze statków „Polbrytu”, na  którym w czasie wojny pływał ojciec – s/s „Lwów”, poszedł na dno zbombardowany przez Niemców w 1943 r. podczas postoju we włoskim porcie Bari. Po wojnie do kraju wróciły tylko: "Lech", "Lublin" i "Lida".

Ostatnim armatorem, u którego ojciec pływał w czasie II wojny światowej był polski GAL. Ojciec zaokrętował, jako starszy oficer na statku tego armatora - s/s „Narvik”, na którym doczekał się zakończenia II wojny światowej.  

Parowiec ten był pierwszą polską jednostką, PMH, która brała udział w konwojach murmańskich.

ARKTYCZNE KONWOJE

Tuż przed agresją Niemiec na ZSRR, 13 lutego 1941r. ojciec zamustrował, jako II oficer na s/s „Lida”, którą doskonale znał z czasów przedwojennych. 2 kwietnia tego samego roku awansował na I oficera. Jednostką dowodził kapitan Szwarc.

Po napadzie Niemiec na ZSRR i przystąpieniu Związku Radzieckiego do wojny po stronie aliantów, od sierpnia 1941r. zaczęły z Wielkiej Brytanii pływać tzw. konwoje arktyczne (lub murmańskie), wiozące sprzęt wojenny w ramach amerykańskiej pomocy „Lend-Lease” do portów północnej Rosji: Murmańska i Archangielska.

Konwoje do ZSRR i powrotem były oznakowane PQ i QP, później, jako JW. I RA, z kolejnymi numerami.

Pierwsze z 7-miu konwojów w 1941r. (Dervish oraz PQ1 do P 6) dopłynęły do Rosji bez strat. Kolejne, gnębione przez hitlerowskie lotnictwo i okręty podwodne, nie miały już takiego szczęścia. W lutym 1942r. flocie niemieckiej udało się wydostać z Brestu i od tego czasu stała się ona zagrożeniem dla konwojów. Flota i lotnictwo niemieckie miały dogodne bazy w północnej Norwegii, co pozwało im na dużą aktywność w tamtych rejonach. Do tego dochodziły szalenie trudne warunki nawigacyjne dla żeglugi arktycznej dla statków w konwoju oraz brak alianckiego zabezpieczenia lotniczego do jego ochrony. Odczuły to szczególnie konwoje oznakowane, jako PQ13, PQ16 i PQ17.

W latach 1941-1942 trasa zimowa z północy Szkocji przez Morze Norweskie, Morze Barentsa do Archangielska trwała 10 dni, trasa letnia z prowadząca na zachód od Islandii przez Morze Grenlandzkie, Morze Barentsa (powyżej Wyspy Niedźwiedziej) 15 dni. Zasięgiem lotnictwa z Szetlandów i Islandii konwoje były objęte tylko przez 4 dni. Od września 1942 częściową osłonę konwojów przejęło lotnictwo radzieckie.

Wg danych brytyjskich: w latach 1941 – 1945, popłynęło trasą arktyczną do Murmańska i Archangielska 40 konwojów, mającymi w swoim składzie łącznie 811 statków handlowych (transportowych), które przewiozły wspólnie ponad 4 mln ton uzbrojenia i zaopatrzenia. Wśród nich znalazły się polskie także polskie statki. Z 811 statków zatopiono 58 (7,15%),

Wg danych niemieckich – U-boty (niemieckie łodzie podwodne) zniszczyły 39/41 statków, lotnictwo niemieckie zbombardowało 36 statków, 3 statki zatopiła nawodna hitlerowska marynarka wojenna a 5 wyleciały w powietrze na alianckich polach minowych.

Wg danych rosyjskich: zorganizowano 42 konwoje do ZSRR, z 813 statkami, z czego: Niemcy zatopili 58, a 33 (uszkodzone) wróciły do portów macierzystych. Ze Związku Radzieckiego wypłynęło 36 konwojów, liczących łącznie 717 statków, z czego: 27 zatopiono i 8 wróciło uszkodzonych wróciło do portów macierzystych.

Najcięższe straty poniosły konwoje: PQ-13, PQ-16 PQ-17.

Wg danych brytyjskich, konwojami przez Archangielsk i Murmańsk przeszło 22, 7% dostaw państw anglosaskich do ZSRR. Tą drogą Związek Radziecki otrzymał 427 tys. samochodów 14 975 samolotów, 12 tys. czołgów, 9 tys. dział, sprzęt łączności, 5 mln ton żywności, paliwa, surowce: miedź, aluminium, kauczuk. 

Wg danych rosyjskich historyków (najnowszych), w ramach pomocy dostarczonej drogą morską (konwojami) oraz innymi trasami lądowymi Związek Radziecki otrzymał:  427 tys. samochodów, 22 tys. samolotów, 13 tys. czołgów, 9 tys. traktorów, 2 tys. lokomotyw, 11 tys. wagonów, 3 mln t benzyny lotniczej, 350 tys. ton materiałów wybuchowych, 15 mln par butów, 70 mln m kw. tkanin ubraniowych, 4 mln opon oraz 200 tys. km drutu telefonicznego.

POLSKA MARYNARKA WOJENNA W KONWOJACH

W konwojach arktycznych uczestniczyły nie tylko statki handlowe, ale też polskie okręty wojenne: ORP Garland, ORP Jastrząb, ORP Piorun (1940), ORP Orkan (1942), które często toczyły walki morskie.

Niszczyciel ORP Garland eskortował PQ-16, odpierając 26-27 maja 1942r. ciężkie ataki lotnictwa. W czasie walk stracił 25 marynarzy i miał 43 rannych. W wyniku pożaru eksplodowała amunicja. ORP Garland odparł osiem ataków niemieckich. Mimo to niszczyciel pozostał w eskorcie. Dopiero 28 maja wieczorem poprosił o pozwolenie udania się do Murmańska z rannymi. W porcie 32 polskich marynarzy trafiło do szpitala (z nich 4 zmarło). 22 poległych pochowano w Murmańsku.

Za walki w tym konwoju 8 marynarzy zostało odznaczonych krzyżami Virtuti Militari, 117 Krzyżami Walecznych (w tym 23 pośmiertnie).

Okręt podwodny ORP Jastrząb, okręt podwodny patrolujący akwen na trasie konwoju murmańskiego koło Norwegii został pomyłkowo zbombardowany przez okręty alianckie.

„DERVISH” - PIERWSZY KONWÓJ DO ZSRR

Po przystąpieniu ZSRR do wojny po stronie aliantów, 12 sierpnia 1941 - USA i Anglia zaproponowały ZSRR wsparcie w zaopatrzeniu wojskowym - dostawą czołgów i samolotów amerykańskich. 21 sierpnia z portu wojennego Hvalfjördur na Islandii wyszedł do ZSRR w ramach tzw. operacji „Dervish” wyszedł konwój z 48 samolotami myśliwskimi Hawker Hurricane w ładowniach. Dotarł bez żadnych strat do Archangielska 31 sierpnia 1941r.

Konwój eskortowały lotniskowiec i dwa niszczyciele i trałowce. Poza niszczycielami, i starym lotniskowcem „Argus”, w dalekim odwodzie były jeszcze ciężki krążownik „Shropshire” i trzy niszczyciele. Na pokładzie lotniskowca znalazła się m.in.: dwójka dziennikarzy: Vernon Bartlett i Charlotte Haldane z „Daily Sketch”, oraz artysta, Feliks Topolski (Topor).

Konwój stanowiło 6 statków handlowych, które wzięły na pokład surowce i samoloty.  Były to jednostki brytyjskie: „Lancastrian Prince”, „New Westminster City”, „Esneh, Trehata”, “Llanstephan Castle” oraz holenderski frachtowiec “Alchiba”, w konwoju był też tankowiec RFA “ Aldersdale”.

Po zorganizowanej ad hoc „Operacji Derwisz”, od września tego samego roku zaczęły płynąć konwojami do ZSRR regularne dostawy 

Pierwszy taki konwój - PQ1, wyszedł 29 września 1941r. z Islandii i dopłynął do Archangielska 11 października 1941r. Konwój składał się z 11 statków transportowych załadowanych surowcami oraz 20 czołgami i 193 samolotami Hawker Hurricane. Konwój eskortowały dwa niszczyciele, krążownik i cztery trałowce.

Statkiem dowodzącym był praktycznie nowy brytyjski statek handlowy: „Atlantic”, towarzyszyły mu jednostki brytyjskie niewielkiego tonażu (3,5 – 5,6 tys. DWT): „Blairnevis”, „Gemstone”, „Harmonic” i „Lorca”, dwa statki panamskie: „Capira” i „North King”, statek belgijski „Ville D'Anvers”, oraz statek radziecki: “ Elna Ii”. 

Jednostki radzieckie były także w eskorcie konwoju, niszczyciele „Uritski” i „Valerian Kuybyshev”, które towarzyszyły okrętom Royal Navy.

POLSKIE STATKI NA ARKTYCZNYM SZLAKU

Pierwszym polskim statkiem, który uczestniczył w konwojach arktycznych był s/s „Tobruk” (7 tys. DWT) dowodzony przez kapitana Bronisława Harko. Konwój wyruszył 10 marca 1942r. ze szkockiego portu Loch Ewe via Reykjavik do Murmańska, gdzie dotarł 30 marca 1942r. „Tobruk” z tego konwoju szczęśliwie wrócił do Anglii.

Udział polskiej floty wojennej w konwojach arktycznych rozpoczął się natomiast tragicznie. Okręt podwodny ORP Jastrząb, miał eskortować w dniach 1-5 maja 1942r. konwój PQ15 w okolicach Norwegii. Został on 2 maja omyłkowo zaatakowany bombami głębinowymi przez brytyjskiego niszczyciela HMS „Albans” i trałowca HMS „Seagull”. Pięciu członków załogi zginęło (w tym brytyjski oficer łącznikowy), sześciu kolejnych zostało rannych, w tym dowódca okrętu. ORP „Jastrząb” poważnie uszkodzony nie nadawał się do dalszej służby, po opuszczeniu go przez załogę został zatopiony.

KOMENTARZ


Z braku dostępu do pełnych danych, nie jestem w stanie ustalić dokładnie, w którym z konwojów uczestniczył mój ojciec, mogę jedynie na podstawie posiadanych dokumentów (m.in. książeczek żeglarskich) określić dokładnie, co do dnia, kiedy i na jakim statku pływał w czasie II wojny światowej. Mogę też stwierdzić, że wszystkie z tych odnotowanych w książeczkach żeglarskich ojca -  brały udział w konwojach arktycznych. Ale który statek, kiedy, konkretnie w jakim konwoju - już nie.

Niemniej jednak, ojciec sam, zarówno w Polsce, w oficjalnych dokumentach i wypowiedziach publicznych, jak i w polskich i radzieckich mediach, odwoływał się do doświadczeń z konwojów arktycznych.

S/s "Ustka"
Doświadczenia te pozwoliły mu przewieść latem 1957r. (18-22 lipca) polską wyprawę arktyczną na parowcu s/s „Ustka”, którym dowodził, ze Szczecina na Spitsbergen w rejonie Hornsund.

Statek przy Spitsbergenie kotwiczył w akwenach, dla których polscy marynarze nie mieli map, nie były dostępne nawet w Norwegii, musieli sami je sporządzić. Następnie zbudować tratwy na których sprzęt wyprawy, łącznie z ciągnikiem, będącym na wyposażeniu ekspedycji - bezpiecznie dostarczyli na ląd.

Kierownikiem Polskiej Wyprawy MRG (Międzynarodowego Roku Geograficznego) był prof. dr Stanisław Siedlecki, towarzyszył mu m.in. pisarz i podróżnik Czesław Centkiewicz.